Dodaj do obserwowanych :)

środa, 23 lipca 2014

JOLIŚ.

Wczorajszy dzień był szalony! Najpierw razem z Jolą bawiłam się na planie teledysku- woziłysmy się limuzyną po mieście w czerni i z szampanem w dłoni (Bogowie, mam dość;p), później chwila wytchnienia na przygotowaniado sesji dla Szmat (bardzo ciekawy projekt Mai, która przepięknie śpiewa a ostatnio zajęła się projektowaniem wyjątkowych ciuszków- chciałabym już teraz wrzuciś backstaga, ale mam zakaz- wrzucę później już obrobione, gotowe zdjęcia) a po przygotowaniach- sama sesja. Przeuroczy ludzie, piękne stylizacje, makeupy i fryzury. Czułam się jak Alicja w Krainie Czarów.

Lubię kiedy coś się dzieje.

Jutro wyjeżdżam do Wrocławia gdzie spędzę prawie tydzień- mam trzy fajne projekty do zrealizowania w Mieście Aniołów, liczę też na zabawę z moimi wrocławskimi znajomymi.

Wrocław, to po Poznaniu moje ukochane miasto.
Architektura, kultura, ludzie- mój klimat. Jeżeli musiałabym wybyć z Poznania to na pewno skierowałabym się do MA. Póki co nie muszę ale nic nie wykluczam. Jestem nomadem, co nie dziwne- żyjemy w czasach bezdomności na życzenie, świat to globalna wioska- wszystkie drzwi stoją przed nami szeroko otwarte.

Ja i Jola, z rąsi:



poniedziałek, 21 lipca 2014

smacznego!

Jeżeli chcesz kogoś opluć, zjeść i wyrzygać, najpierw zastanów się:

-czy warto jeść coś co się wcześniej opluło?

-czy warto wyrzygiwać coś co się zjadło?

Wypad do S. to było zdecydowanie to czego potrzebowałam. Szkoda, że na tak krótko (a nie na zawsze...) Nie mam jednak prawa narzekać.
Goście powoli się rozjeżdżają... Artur wczoraj wyruszły do Nysy... Piotr dzisiaj wraca do Wrocławia, Jola z małą Chałwą już w czwartek do Anglii...
Na szczęście nie zostanę sama, jednak wiem, że niektórzy z moich Przyjaciół owszem, nie będą mieli z kim spędzać czasu i to mnie bardzo smuci i martwi.
Marzę o stworzeniu komuny, w której gnieździłabym się razem z najbliższymi mi osobami, dzielilibyśmy się wszystkimi dobrami, pomagali sobie ze wszystkim a każdą wolną od 'pracy' chwilę poświęcalibyśmy na przyjemne rzeczy- czytanie, tworzenie sztuki, zabawy z dziatwą, zwierzyną i oczywiście- wielogodzinne dyskusje przy ognisku.
OCH. I nie żartuję, to moje największe Marzenie.




czwartek, 17 lipca 2014

S.

Jestem w domu rodzinnym pod Poznaniem z moimi Przyjaciółmi. Jest pięknie. Po prostu pięknie!
Niewiele więcej mi potrzeba do szczęścia. Są ludzie, których kocham, jest ładna pogoda, trzy psiury, wódka.
I chyba muszę nauczyć się być bardziej cierpliwa dla dzieci ;p nie mam z nimi zbyt wiele do czynienia i nie zawsze wiem jak się z nimi chociażby bawić. Uczę się, z każdym dniem wychodzi mi to lepiej, ale przyznaję- nie jest to takie proste jak się spodziewałam.
Dzieci są dużo bardziej skomplikowane od dorosłych. Dużo ciężej im coś wytłumaczyć i cały czas trzeba patrzeć im na ręce :D
Ale żyjemy. W naszej małej, rozkosznej komunie.

A w tle leci Zbuntowany Anioł :D haha, czasy moich szczenięcych lat, Ivo w którym tak intensywnie się podkochiwałam, Pablo- patrz jak wyżej i Milagros- której styl z lubością kopiowałam pod koniec podstawówki i w pierwszej klasie gimnazjum :D
Młodość, zajebistość.

Inspiracja:


wtorek, 15 lipca 2014

(NIE)prawdy.

Są takie podstawowe zasady, według których nie żyjąc- utrudniamy sobie w bardzoo głupi sposób  życie na własne życzenie. 
Jeżeli nie chcesz znać odpowiedzi- nie zadawaj pytania!

Jeżeli zadajesz pytane- wysłuchaj odpowiedzi.

Pamiętaj, że każdy medal ma ZAWSZE dwie strony, a zapoznanie się jedynie z jedną i brak chęci poznania drugiej- świadczy o małostkowości i płaskim myśleniu ameby- ciekawie czy Tobie byłoby miło gdyby ktoś z premedytacją ominął Twoją opowieść i prawdę?

Wierząc w coś, należy zapoznać się z jak największą ilością innych poglądów i idei na dany temat TAKŻE tych zgoła przeciwnych z naszym wierzeniem. Trzeba umieć obronić swój pogląd! Poza tym, kiedy przyjdzie ktoś kto obali Twoje myślenie, musisz mieć w co uciec i czym się zająć a nie zostać z niczym jak krowa, która zżarła całą zielenię w zasięgu wzroku!


Ilu ludzi na świecie tyle pojedynczych prawd i żadna z nich nie jest mniej ważna od innej. Każdy ma swoją historię i ma prawo w nią wierzyć. 


:d

Jutro zabawa w moim domu z Jolą, jej córą i być może Arturem. Będzie pięknie. Jedyne czego sobie życzę na ten wyjazd to piękna pogoda. Wszystko inne już jest i tylko czeka :D


Z dedykacją.

Weekend spędziliśmy hen, daleko na ślubie. Warmińsko- mazurskie okazało się być bardzo przyjemnym rejonem naszej cudownej Polszy. Zielono, niebiesko i żółto, tak opisałabym okolice.
Ślub także był przyjemny, a mógł być dużo przyjemniejszy gdyby nie to co zostało niewypowiedziane a poukrywane między słowami. Jestem za stara na takie jegierki, a ten kto nie szanuje siebie na tyle, żeby zamiast dusić i kisić coś w sobie- wypowiedzieć to na głos i mieć święty spokój, klarowną sytuację: nie zasługuje według mnie na szacunek.
Żałuję ludzi, którzy potrafią jedynie pierdolić sami siebie i ewentualnie pod własnym nosem.
Idę dalej, robię krok nad waszymi leżącymi półzwłokami .
Dedykuję Wam moje najnowsze, wiekopomne dzieło:



wtorek, 8 lipca 2014

Bita Śmietana

Jestem jak bita śmietana. Pierwszy kęs przyprawia o dreszcze rozkoszy, kolejny jest jeszcze smaczniejszy, następny sprawia, że można oszaleć z nadmiaru pyszności. Każdy późniejszy jest smaczniejszy. Do czasu. Bardzo szybko, sam nie wiesz kiedy Twój brzuch wypełnia się śmietaną po brzegi a ta zamiast w nim bezpiecznie zostawać i umościć sobie w nim bezpieczne miejsce na stałe, zaczyna się cofać z powrotem do gardła, do ust, chce się wydobyć na zewnątrz. Śmietana zaczyna wypływać ustami, nosem, uszami, oczami. Wszystkie pory na skórze rzygają bitą śmietaną. Przez najbliższy czas nie możesz na nią patrzeć, nawet o niej słuchać, a na samą myśl żeby ponownie jej skosztować cofa Ci się. Ulubiony smakołyk, którego pożeranie niemal przypłaciłeś życiem w kilka sekund staje się znienawidzonym obrzydlistwem.

Bita śmietana doskonale odzwierciedla także to co dzieje się w społeczeństwie. Dajemy się ubić, uformować, przekonani o tym, że nasza nowa forma jest trwalsza, większa, bardziej doskonała. Ale ona jest pusta, wypełniona powietrzem a nie prawdziwą gęstością, siłą. I taki ubity, zakochany w sobie twór bardzo łatwo zjeść, pochłonąć. Zjedzeni nie stajemy się częścią tego kto nas zjadł, nie będziemy żyć z nim i w nim wiecznie. Wysra nas lub wyrzyga i nawet nie zauważy, że odebrał nam tym samym życie. Najlepszym przykładem ubijacza śmietany są korporacje. Ubijają, ubijają, zjadają i wysrywają.

Wczoraj miałam przyjemność popozować do zdjęć ciuszków pewnego (mam nadzieję!) niebawem znanego projektanta. Jak będą, natychmiast się pochwalę :) Poznałam też fantastycznych, utalentowanych młodych ludzi, z którymi żłopałam wódę na schodach w bramie a później w małpim mieszkanku. Śpiewy, tańce, rozbierańce. Kocham życie.




Język nie nadąża za głową.

Tyle rzeczy do opowiedzenia a tak czasu jak i słów brak..
Ostatnio wchodzę na jakiś wyższy/ niższy poziom mojej własnej, wewnętrznej ewolucji- zaczynam rozumieć nowe, zupełnie inne niż dotychczas, abstrakcyjne zjawiska (abstrakcyjne z mojego punktu widzenia, więc z perspektywy kogoś innego mogą to być zjawiska zupełnie nie-abstrakcyjne- wszystko zależne od punktu siedzenia).
W głowie je rozumiem, rozkładam na czynniki pierwsze, ale nie potrafiłę jeszcze o nich mówić, próbowałam- mieszłam się w zeznaniach i przegrywałam walkę z własnymi myślami.
Język nie nadąża za głową. Coś niesamowitego!

Jola, Jolunia, moja wielka miłość, przyjaciółka już od lat szczenięcych. Obecnie Matka.
Spędzamy wiele czasu razem, bo w końcu pojawiła się w Polsce. Nie mam ochoty na nic innego niżeli jeziorkowanie z nią i smażenie dupalonów na ostrym słońcu :D

Pojechałyśmy razem do Wrocławia, gdzie bawiłyśmy się naprawdę przednio w towarzystwie Piotra i Artura. Dobry Boże, dziękuję Ci za takich wspaniałych, lojalnych przyjaciół, których mam już od tak dawna!
Mogę nie mieć co jeść, mogę nie mieć się w co ubrać, ale zawsze mam się do kogo odezwać i z kim pomilczeć. Przy okazji te same osoby nie pozwolą mi chodzić głodną i nagą.
Dziękuję, brak mi słów, które są w stanie wyrazić moją wdzięczność.
Tym gorliwiej dziękuję, kiedy porównuję moich przyjaciół i moje relacje z nimi z tym co się obecnie dzieje na rynku relacji towarzyskich w społeczeństwie.
 Jak dobrze nie musieć otaczać się tłumami żeby zabić swoją samotność. Nie ma nic gorszego niż samotność wśród tłumu "przyjaciół".
A przecież wyżej wymienione osoby nie są jedynymi Cudownikami w moim życiu. Nie mogę zapomnieć o Helenie, dwóch Jarkach, Filipie, Asi i oczywiście- Mamuli i Tomeczku.
To za wiele, jakim cudem ogarniam tyle Cudowności?


Zdjęcia z zabawy we Wrocławiu. Taaak, widać, że wiele dni nie spałam a zamiast tego piłam.. I w ogóle :P
Przy okazji zachęcam do obejrzenia teledysku, w którym miałam przyjemność zagrać. Znajdź mnie!:D

https://www.youtube.com/watch?v=ERlSdRJCokQ





sobota, 28 czerwca 2014

dupalon.

Osoba słaba ma słabych wrogów bo nie leży w polu zainteresowania mocarzy.
Mocarze mają silnych i zaciętych wrogów, którzy mają sporą wyobraźnię, dużo pieniędzy i nie cofną się przed niczym.
Osoba słaba jest łatwym celem do zranienia, do zemszczenia się na niej. Wystarczy powiedzieć coś średnio skomplikowanego, głupiego i chamskiego.
Siłacza ciężej zranić, więc zemsta jest dużo bardziej wyszukana i bywa, że naprawdę bolesna.

Ja się boję ludzi, którzy mnie nienawidzą. Bo żeby mnie zranić nie wystarczy puścić o mnie żenującej plotki, nie wystarczy pokazać światu moich nagich zdjęć, doprawdy, mało jest rzeczy, którymi bym się przejęła.
Ale one są. I one zranią nie mnie a moich bliskich. I tego się boję. Bliscy osłabiają. A przecież mieli dawać siłę.

wtorek, 24 czerwca 2014

JoLove!

Dzisiaj spotykam się z Jolą, z Duchem Przeszłości i z Przeszłości, który przeszedł to Teraźniejszości i mam nadzieję, że Jolowe losy będą się przeplatać z moimi także w Przyszłości.

Bardzo rzadko się widzimy, oczywiście min. dlatego, że świat za**ala jak szalony ( a w nim my), ale przede wszystkim dlatego, że mieszkamy obecnie w innych krajach (ja: Polska, Jola: Anglia) no  i... Jola jest Matką.
Niemniej staramy się spotykać przynajmniej raz, dwa razy do roku. I dzisiaj nastał tegoroczny "raz".

Długo czekałam na to spotkanie i naprawdę mam wobec niego spore wymagania, którym wiem, że Jola spotka w 103% :)

Nie musicie życzyć mi udanego dnia bo on już teraz jest bardzo udany (tak, wiem, jest 7, a ja nie śpię, co więcej- od godziny) a będzie tylko lepszy!

Nie wiem jak u Was, więc na wszelki wypadek: Cudowności Kochani!

Moje rysuneczki z dupeczki:





niedziela, 22 czerwca 2014

Zazdrość.

Czy zazdrość jest wynikiem dbania o drugą stronę w związku i nieufanie wszystkim dookoła, którzy kręcą się wokół naszej miłości?
Czy zazdrość jest z kolei wynikiem naszych własnych kompleksów i nie ufania sobie, braku wiary we własną atrakcyjność?
A może jest połączeniem oby tych czynników?
Każdy jest inny.
Wiem już o sobie na tyle dużo, że zdaję sobie sprawę, że w moim przypadku zazdrość jest wynikiem tylko i wyłącznie braku wiary we mnie.
Obecnie cieszę się byciem w związku, który satysfakcjonuje mnie na tyle, że "złe myśli" w ogóle nie pojawiają się w mojej głowie. Przy okazji, jestem obecnie na tyle pewna własnej wartości, atrakcyjności (nie tylko fizycznej <ale także> ale i ogólnie: psychicznej, emocjonalnej, towarzyskiej), że wiadomość o tym, że zostałam teraz zdradzona byłaby dla mnie wielkim zdziwieniem. Prawdopodobnie bym nie uwierzyła. Gdybym zaś dostała twarde dowody- mocno bym się zdziwiła i nie wiem jak bym zareagowała.
Czy zdrada musi oznaczać koniec związku? Czym właściwie jest "zdrada"?
Przecież pod względem biologicznym to norma, niezdradzanie jest nienormalne.
Sami narzuciliśmy sobie pewne wzorce moralne, podług których tak strasznie staramy się żyć.
Po co to zrobiliśmy?
to oczywiście jest uwarunkowane historycznie a także geograficznie.
Ale na co nam to teraz, kiedy świat tak mocno się zmienił i wzorce, którymi żyliśmy X lat temu i przez X ilość lat już nie obowiązują?
Przecież to chore.

Wiem, że stare, ale naprawdę obecnie nie mam co wrzucać, a wiem, że notki ze zdjęciami są dużo atrakcyjniejsze dla Was, także proszę:




sobota, 21 czerwca 2014

Dlaczego głupota i złośliwość ludzka nie znają granic a mądrość zna?

Dlaczego głupota i złośliwość ludzka nie znają granic a mądrość zna?

Ludzie są z natury źli.
Już dzieci czerpią przyjemność, także seksualną z niszczenia, z rozrywania, z dziurawienia, także (a może przede wszystkim) z niszczenia żywych bytów. Oczywiście tych duuużo mniejszych od siebie, tych bezbronnych.
Daje im to chore poczucie siły i dominacji, zapewnia o ich bezkarności i wyjątkowości. Przy okazji czują, że sprzeciwiają się czemuś świętemu- życiu. To dodaje oliwy do ognia. Stawia ich w ich wyobraźni niemal na równi z Bogiem. Skoro Bóg stworzył, a ja mogę zniszczyć jego byt, to znaczy, że Bóg nie umie stworzyć bytu na tyle silnego żeby mógł ze mną zwyciężyć a to oznacza, że Bóg jest słaby. Jego stworzenia się ze mną nie równają.
Maluczcy ludzie często muszą udowadniać przede wszystkim samym sobie swoją "siłę", bo jej najzwyczajniej w świecie nie ma.
Najlepiej zaś czują się niszcząc te mniejsze, słabsze byty w większej grupie- grupa, tłum to siła. Daje nam poczucie nieśmiertelności, mamy wrażenie, że w krytycznej sytuacji tłum nas wesprze.
Nic bardziej mylnego. Tłum wspiera do pewnego momentu, do momentu kiedy wspierając sam nie zacznie cierpieć, wtedy uznaje, że to jednak nie jego sprawa, odwraca się na pięcie i odchodzi. Zawsze jesteśmy skazani na siebie, czy to w doli czy to w niedoli.
Niszczenie leży w ludzkiej naturze. Prosty przykład: poproś kogoś żeby coś stworzył z "niczego"- zdecydowana większość ludzi będzie miała z tym problem. Nie będzie wiedziała jak się za to zabrać (ludzie myślący, kreatywni- poradzą sobie, ale tych prawdziwych i myślących, a nie tych którzy CHCIELI by nimi być i PRZECHWALAJĄ się, że są- jest bardzo mało). Tłum się podda- nie będzie umiał nic stworzyć.
A teraz odwrotne zadanie- daj komuś gotowy produkt i poproś żeby go zniszczył. Zniszczy natychmiast, bez problemu. To niczego nie udowadnia? Poproś, żeby zniszczył to na 100 sposobów. Zrobi to. Najpierw na najprostsze, później na coraz wymyślniejsze, a im wymyślniejsze tym większa przyjemność będzie towarzyszyła owemu zniszczeniu.

ale...
Z kolei, dopiero z dekonstrukcji, czyli ze zniszczenia można coś stworzyć- skonstruować. Z pojedynczych elementów. Kiedy głupi coś zniszczy, wtedy jest miejsce do popisu dla mądrego- może przyjść, przeanalizować sprawę (albo i nie, jeżeli działa intuicyjnie) i ze zdekonstruowanego przedmiotu zrobić trzy kolejne, nowe.

Żeby był mądry musi być głupi. Przykre, ale prawdziwe.
Żeby był Twórca musi być Niszczyciel.

czwartek, 19 czerwca 2014

kto pod kim dołki kopie.

Im jestem starsza, im więcej doświadczeń życiowych zdobywam (nie uważam, że osoba starsza zawsze ma większe doświadczenie życiowe niż młodsza, nie można porównywać dwóch bytów, ale jeden konkretny byt chcąc nie chcąc im starszy tym więcej tych doświadczeń jednak ma, nawet jeżeli większość z nich zdobył za lat szczenięcych)- tym mocniej uderza do mnie siła powiedzeń, przesądów i tzw. "głupich rad", którymi częstują nas ciotki i babcie na zjazdach rodzinnych.
Kiedyś słysząc np. "kto pod kim dołki kopie ten sam w nie wpada" czy "nie czyń drugiemu co tobie niemiłe", przede wszystkim nie skupiałam się na samej treści co naśmiewałam w duchu z osoby, z której ust padły te oto słowa- uznawałam ją za taką, która nie ma nic sensownego do powiedzenia i rzuca prostymi, starymi głupotami.
Teraz jest inaczej.
W tych słowach tkwi siła i mądrości zbierane przez ludzkość ladami, pokoleniami. To doświadczenie i rady przekazywane drogą ustną. Może mają czasami zbyt pompatyczny, przesadzony wyraz, ale przecież takie miały (i mają!) być- mamy je zapamiętywać, kodować w głowie i przypominać sobie w odpowiednich chwilach.
Ich wielkość ociera się o śmieszność, ale przez to tym łatwiej je kodujemy.
I nawet jeżeli ich nie szanujemy (a nawet nimi pogardzamy) to je znamy. Nadejdzie dzień, kiedy zaczniemy jednak je szanować- nie będziemy musieli uczyć się ich na nowo i ich wyszukiwać, bo już od dawna będziemy je znali :)
Moje ulubione słowa to :
Kto nie próbuje ten nie ma
oraz mój cel życia:
Chcę być szczęśliwa!
Oklepane? Tak.
Tak?
NIE!

Zdjęcia stare, ale dawno nic nie robiłam. Mam zamiar to zmienić w najbliższych dniach :)



poniedziałek, 16 czerwca 2014

Do przodu. Co mi szkodzi.

Podejmuję walkę. Od dzisiaj rozpoczynam sesję, nie pojedynczą a podwójną. Naliczyłam 21 spraw do załatwienia- większość to egzaminy, ale także testy, projekty, zadania grupowe (gdzie moja grupa składa się... ze mnie :D) itd.
Ale poradzę sobie. Ponieważ... Lubię te studia, najzwyczajniej w świecie przygotowywanie na te egzaminy sprawia mi przyjemność. Jeżeli uda mi się pogodzić szkołę z życiem- cudownie. Jeżeli nie- trudno.
Przyznam jednak,  że skoro już się za to zabieram, wolałabym nie przegrać.

No i mam pewne czwartkowe postanowienie, ale o tym.. w czwartek właśnie. Bo tak sobie myślę: czemu by nie? Kto mi zabroni? Jedynie ja sama sobie mogę zabronić. A otwieram sobie furtkę i mam zamiar przez nią przejść.
Na drugą stronę lustra.
Trzymajcie kciuki!

Dzisiaj przyjeżdża mój Przyjaciel Piotr. Znamy się od wielu lat i bardzo wiele ze sobą przeżyliśmy. Dorastaliśmy razem, przepoczwarzaliśmy się niejednokrotnie na własnych oczach. Nieraz dawaliśmy sobie kopa po dupie a zdarzało się, że i po twarzy- dosłownie i w przenośni. Ale skoro to wszystko przeżyliśmy (razem) to już nic nas nie zabije. Bardzo się cieszę na to spotkanie, wyczekiwałam go od dawna :)





głupia ja.

Uważam się za osobę stosunkowo mądrą, przynajmniej w obliczu osób mi znanych. Żeby mnie źle nie zrozumiano- nie uważam żebym była wybitnie mądra, uważam za to, że ludzie zazwyczaj są wybitnie głupi.
I moja mądrość wynika tylko z ich głupoty, więc to żaden zaszczyt.

Jestem jednostką myślącą, rozmyślającą, marzącą, wyciągającą wnioski, zastanawiającą się, empatyczną.

Często zadaję z pozoru głupie pytania, na zasadzie "dlaczego trawa jest zielona?", dlatego, co głupsi często biorą za głupią mnie. Bo któż zadaje takie niedorzeczne z pozoru pytania? I właściwie po co?

Mam łatkę "tej co pyta o bzdury", ale dla mnie to nie są bzdury. Dla mnie to jest fascynujące. Oczywiście wiem, czemu trawa jest zielona. Ale... czy to właśnie takie oczywiste?

Nie należę do głupich, którzy są na tyle głupi, że uważają mnie za głupszą od siebie i mną pogardzają i nie należę do tych mądrzejszych- ci z kolei uważają mnie za głupią i mnie odtrącają. Do czego mają zresztą prawo i ich rozumiem. Tak samo jak rozumiem tych głupszych- sama na ich miejscu nie chciałabym mnie w pobliżu.

Jestem zawieszona między dwoma światami i do żadnego z nich nie należę. Jestem samotna.
A samotność zabija, ale przy okazji umacnia i wzbogaca.
Do momentu kiedy właśnie wydusi z nas ostatni dech. Ale zanim to zrobi wszystko co nam da to bogactwo.

Jestem w niekomfortowej sytuacji. Głupi mną pogardzają co akceptuję i także rozumiem- nawet nie zdają sobie sprawy z mojego istnienia- nie rozumieją mnie, mojego fenomenu, mojej siły.
Z kolei ja jestem na tyle mądra, że znam mądrzejszych, wiem o ich istnieniu i mogę o nich tylko marzyć. A te marzenia bolą. Ci głupsi ode mnie nie marzą o tym co ja. Żyją prościej, nie tracą energii na mrzonki o czymś co jest dla nich niedostępne. Moje życie polega na rozmyślaniu na fantazjowaniu i na ciągłym uczuciu niedosytu, odtrącenia, braku przynależności.

Mogę tylko dotknąć  wspaniałości  Mądrych opuszkami palców, pomachać im. Ale oni mnie nie chcą.

Uważam, że osoba mądrzejsza po to jest mądrzejsza żeby umiała ustąpić głupszej.
Po to dostała dar mądrości żeby z niego korzystała.
Ja ustępuję. Akceptuję to, że nie każdy może mnie zrozumieć i to, że nie każdy chce.
Nie każdy bowiem ma ochotę zburzyć wizję swojego świata na rzeczy nowej wizji, którą właśnie mu przedstawiam. I ok, ma takie prawo, a moim obowiązkiem jest nie zmuszanie kogoś do burzenia swojego świata.
Mam prawo dać wybór- przedstawić nową wizję ale nie mogę jej narzucać.
Nauczyłam się już akceptować to, że ktoś może wzgardzić moją wizją (a nie było to łatwe, oj nie), potrafię niechciana odejść.
Odchodząc- idę dumnym krokiem, nie odwracam się za siebie. Jednak idę z zaciśniętymi pięściami, wciąć gotowa do skoku i walki. Buzuję.
Życzyłabym sobie większej mądrości. Chciałabym odchodzić z prawdziwą a nie udawaną dumą. Bez zaciśniętych pięści. Jednak nie umiem. Wiem, że są ludzie, którzy potrafią. Być ponad tym. Ja nadal nie umiem. Nie wiem czy się nauczę.
Tym mocniej mnie boli to, że WIEM, że można inaczej. Że jestem na tyle mądra, że to wiem. Wolałabym być głupsza i pewnych rzeczy nie wiedzieć i nie widzieć.
Czy nie jest to oznaką mojej głupoty? Że chcę być głupsza? Czy człowiek mądry nie powinien pragnąć być jedynie mądrzejszy? Ale czy mądrzejszy zawsze znaczy lepszy? Czy ten myślący, dręczący się jest szczęśliwszy? Czy ten mniej widzący nie ma przyjemniejszego życia?

Emocje mnie kiedyś zabiją. Wybuchnę. Zaciśnięte pięści pękną a z nich wyleje się żółć, krew i flaki.
Zostanę bez rąk, bez godności i ci głupi tylko mocniej utwierdzą się w swoim przekonaniu jaka to ja jestem głupia. I słaba.
Bo umiem przepraszać, a przecież przepraszanie to oznaka słabości.
Zdaniem głupich.
Nie moim.

niedziela, 15 czerwca 2014

Powodzenia.

Muszę usiąść i przemyśleć wiele kwestii. Bardzo podstawowych. 
Jak np. te: kim chce być w życiu? Jak zamierzam stać się tą osobą? Czy to w ogóle możliwe? Co mi to da, jeżeli osiągnę swój cel? 
I bynajmniej nie chodzi mi o konkretne stanowisko w pracy (bo wiele osób słysząc pytanie: kim chcesz być w życiu?- od razu zakłada, że chodzi o wykonywany zawód) otóż w moim przypadku o to nie chodzi, a przynajmniej nie tylko o to. 
Dalej, właśnie- muszę przemyśleć gdzie i jako kto chcę pracować. Jak na swoje lata i jak na dzisiejsze czasy mam spore doświadczenie i to na kilku z pozoru zupełnie odmiennych płaszczyznach (chociaż ja uważam, że w konsekwencji wszystkie wykonywane przeze mnie zawody łączą się w sensowną całość). 
Czy planuję mieć rodzinę? Jak tak to kiedy, przynajmniej mniej więcej? Czy zamierzam brać ślub? Gdzie zamierzam mieszkać? Czy mam zamiar dokończyć studia, czy też sobie  je daruję? 
Czy mam siły, chęci i czas żeby zaangażować się w rysowanie i pisanie? Czy porzucę moje dwie pasje lub zostawię je sobie na domowe wypychacze czasu? A może jednak.. zacznę realizować swoje marzenia? Ale czy ich realizacja mnie nie zabije, nie zniszczy? 
Cóż to musi być za ból, kiedy nasze własne marzenia doprowadzają nas do ruiny! Ktoś powie- lepiej spróbować i przegrać niż nie spróbować i żałować! Owszem, zgodzę się z tym, dotyczy to większości aspektów z jakimi my ludzie mamy w ogóle do czynienia. Ale czy dotyczy do marzeń? Zniszczone marzenie to zniszczone życie. Zniszczone nie-marzenie to nic wielkiego. Marzenia są po to żeby o nich marzyć, rozmyślać, a nie wycierać rozlane mleko. 
Tyle pytań bez odpowiedzi. Tyle znaków zapytania. Co gorsza, obawiam się, że na większość tych pytań nie uzyskam odpowiedzi nigdy. Bo któż może mi odpowiedzieć? jedynie czas i to raczej "z perspektywy czasu".

Spędziłam piękne dni w moim domu z bliskimi. Mało, mało, za mało. Ale to ZAWSZE będzie za mało. Jak to zrobić żeby być wiecznie sytym lecz nie przeżartym? Jak czuć oddanie wspólnoty, siłę swojego tłumiku a jednocześnie nie mieć dość towarzystwa, znaleźć miejsce i przestrzeń tylko dla siebie? Jak nie tęsknić a jednocześnie nie mieć dość? Jak żyć w grupie a jednocześnie pozostawać sobą? 

I tak sobie uświadomiłam, a uświadomienie tego jest dla mnie istotne, bo być może będzie miało znaczenie w mojej karierze zawodowej. Co łączy wszystkich ludzi? Wszyscy idziemy w jednym kierunku, wszyscy.

piątek, 6 czerwca 2014

takie o.

Są wśród Was osoby, za którymi bardzo tęsknie. 
Los sprawił, że nasze drogi się rozeszły. 
Chętnie podjęłabym na nowo kontakt, ale się boję. 
Głupie? Głupie. 
Jednak milej jest myśleć, że to jednak ta druga strona się odezwie. 
Mijają tygodnie, miesiące, lata. Im dalej w las tym ciężej podjąć dialog. 
Poznaję nowych ludzi, ale to już nie to samo, myślami wracam do Pewnych Postaci. 
Zawsze będziecie. 
Szkoda, że nie tak blisko jak bym sobie tego życzy



poniedziałek, 26 maja 2014

lala banana

Od dzisiaj czas zacząć się za siebie. Do pracy mam zamiar przynajmniej ze dwa razy w ciągu tygodnia przyjeżdżać rowerem, dodatkowo raz na tydzień obowiązkowo bieg po Parku Sołackim.
Nie jest źle, ale bywało lepiej i co najważniejsze- będzie lepiej :)
Jestem pełna pozytywnych myśli, które wypływają mi nawet uszami.
Trzeba szanować to co się dostało od losu i sprawić, żeby było na najwyższym możliwym dla nas do osiągnięcia poziomie. Nie można zaniedbywać tego co się dostało w prezencie, bo to niesprawiedliwe względem tych, którym się tak nie poszczęściło.
Mam też zamiar zacząć w końcu (po dłuższej...) przerwie tworzyć i na nowo pochłaniać książki.
Nadeszły dni powrotu do dawnej mnie. Tej, którą kochałam. Porzucam wydmuszkę, która tylko się pode mnie podszywała i mam zamiar na nowo wypełnić te puste, popękane skorupki mną.
Po prostu.
Trochę przede mną, ale to co mnie czeka to czysta przyjemność.


W sobotę mam chęć na grilla. Czas coś zorganizować!

Polecam funpaga:
https://www.facebook.com/bilety24

weekendowoowo

Weekend minął pod znakiem przyjemności i lenistwa.
Coś wspaniałego.
Nigdzie nie wysypiam się tak głęboko jak w moim rodzimym domu. Nigdzie noce nie są tak ciemne i tak gwieździste. Nigdzie wiatr nie pachnie tak pięknie, a słońce nie świeci tak przyjemnie- delikatnie lecz stanowczo. Nigdzie też psy nie szczekają równie donośnie i godnie, a koguty nie prężą z równą dumą (nie)wątłych klatek piersiowych.
Po prostu jest najlepiej. I wcale nie piszę tego ze względu na to, że to "moje" miejsce. Jestem 100% obiektywna i przedstawiam Wam szczerą prawdę.
Prawdę i tylko prawdę.
:)
Zachęcam do lubienia:
https://www.facebook.com/bilety24
Masa darmowych wejściówek na koncerty, do teatru, opery, kina... i innych :)

niedziela, 25 maja 2014

Złotek i Chwytek.

Nazwijcie mnie "wieśniarą", wcale nie odczytam tego jako negatyw.
Kocham wieś. Urodziłam się w mieście, lwią część życia spędziłam w mieście (gdzie obecnie żyję), ale wychowałam się na wsi i spędziłam tutaj czas aż do nastoletnich lat.
Czyli najważniejszy, najistotniejszy dla mnie okres spędziłam wśród krów i kur.
Swego czasu przezywanie kogoś "wieśniakiem" miało mocno zaboleć i być nieprzyjemne. Mnie nigdy to nie dotykało, wręcz przeciwnie. Jako, że nie do końca należę zdaniem wsi do wsi (nie urodziłam się tutaj, moi rodzice i dziadkowie także nie, nie jestem integralną częścią społeczności. Do tego wyjechałam, obecnie żyję gdzie indziej, sąsiedzi nie widzą mnie każdego dnia- a żeby być członkiem wsi- sąsiedzi muszą Cię widzieć przynajmniej raz dziennie w sklepie), w związku z tym od zawsze takie określenia uznawałam wręcz za pozytywy- za dobitne podkreślenie tego, że jednak jestem stąd, że zostałam zaakceptowana.
Chcąc sprawić mi przykrość, w taki sposób można co najwyżej uzyskać efekt odwrotny.
Kocham tryb życia prowadzony na wsi.
To, że godziny się nie liczą. Trzeba coś zrobić to trzeba- robi się to, nikt nie stoi nad Tobą z batem i nie mówi, że masz na to kwadrans, potem konferencja, potem siedem minut na kawę i znowu przed biurko marsz! Oczywiście nie odczytuję życia wsi jako sielanki i nic-nie-robienia. Myli się ten kto uważa, że tutaj ludzie jedynie się obijają i piją. Życie tutaj wiążę się z ciężką pracą fizyczną, która moim zdaniem- uszlachetnia, z wiecznym budowaniem swojej pozycji wśród mieszkańców (swego rodzaju kasty), z kombinowaniem co wrzucić do garnka (uczy logicznego myślenia i planowania) i z wieloma innymi sprawami, które nakładając się na siebie tworzą bardzo skomplikowanego i ciężkiego do ogarnięcia Stwora.
Każdy wszystko wie o każdym ale ta wiedza nikogo nie obchodzi. Mimo wszystko, tolerancja jest tutaj na wysokim poziomie, ludzie mają swoje troski i to czy na kogoś popsioczą czy nie, nie sprawia, że nie akceptują danej osoby.
Żeby kogoś akceptować trzeba go znać. Mnie tutaj ludzie (niestety) nie znają, nie daję im ku temu możliwości (nie ma mnie na stałe, jestem "wakacyjno- weekendowo") i ja to doskonale rozumiem, to biologia.
Chciałabym móc dać im szansę na poznanie mnie. Chciałabym tutaj żyć, wśród nich. Nie bardzo jednak wiem, jak miałoby wyglądać wówczas moje życie. Chodzi mi o takie "błahe" sprawy jak np. praca.
Muszę się nad tym wszystkim poważnie zastanowić. Szukam złotego środka.
Gdzie, od razu zaznaczam- codzienne wyjazdy do i z Poznania są niemożliwe. Nie po to mi potrzebna wieś żeby codziennie bywać w mieście.

Mój zabawny rysuneczek-dupeczek.


piątek, 23 maja 2014

Oko za oko.

Mam dość osób, które nie patrzą we mnie tylko na mnie. Podobam się im więc kradną moje mięśnie, kości, krew i skórę i owlekają moimi narządami swoje idealne partnerki, swoje mrzonki.
Robią ze mnie kogoś kim nie jestem. Wsadzają w moje usta słowa, których nigdy nie wypowiedziałam, dodają mi skillsy, których nie posiadam, a te którymi się chełpię- chowają pod dywan sprzed swoich oczu.
Operują mną jak chcą i bez zgody robią ze mnie bezwolnego avatara. Tak bardzo chcą żebym była osobą, którą sobie wymyślili i której od zawsze pragnęli, że w ogóle nie zwracają uwagi na to jaka jestem naprawdę.
A jestem postacią wyrazistą i charakterną. Nie kryję się ze swoimi poglądami. Wystarczy zapytać żeby usłyszeć odpowiedź. Ale ludzie boją się pytać, boją się, że moja odpowiedź będzie zgoła daleka od tej jakiej oczekują. Tworzą fantoma. Dokonują gwałtu na moim ciele, na mnie, bo inaczej nie da się tego opisać. Mordują przed sobą prawdziwą mnie, a w moje ciało wsadzają swoją imaginację ich zdaniem idealnej mnie (idealnej dla nich, a dla każdego inną).
Nie jestem osobą bezwolną. Mam mocny charakter. Twardo stąpam po ziemi, jestem silnym osobnikiem, zdrowym, nie tchórzliwym, roztropnym. Przeżyłabym na bezludnej wyspie, zbudowałabym tratwę gdybym musiała żeby z niej uciec. O ile chciałabym uciec.
Więc czemu spotyka mnie kradzież mojego ciała aż tak często?
Przekleństwo oczu. Coraz więcej mam im do zarzucenia. Dają równie wiele co zabierają.

czwartek, 22 maja 2014

mhmhmh

Wpadłam w wir, albo inne bagno, a on/ono niezależnie od nazwy jakie nosi- pochłania mnie coraz głębiej i głębiej.
Jeszcze niedawno wystarczył podskok żeby móc zerknąć poza strefę Wciągu. Potem musiałam już chwytać na oślep wszystko co było twardsze i mocniejsze i dawało mi możliwość wychylenia się poza jego głębie. Teraz już nie pomagają mi ani podskoki ani szarpnięcia ani rozrywania. Czuję jeszcze w oddali zapach świeżego powietrza jak się dobrze zakręcę i ustawię twarz pod odpowiednim kontem, ale nie mam pewności czy przypadkiem nie jest to już echo, wspomnienie Tego Zapachu. Marzenia o nim. Boję się, że zagłębię się tak intensywnie, że nie będę już miała szansy wyjścia do świata.
Nie mam czym oddychać.  Topie się.
To nie jestem ja. Pamiętam siebie inną, i tą inną siebie lubiłam bardziej. A nawet ją kochałam. Obecnie siebie nie kocham i nie lubię. Mam siebie dość. Gardzę sobą. Zmieniam się w kogoś kim nigdy nie chciałam być i mimo, że zdaję sobie z tego sprawę, mimo że od początku miałam szansę odwrócić się i uciec- nie zrobiłam tego. Postawiłam na znane wszystkim oczywiste karty, które jakoby miały mi zagwarantować spokój i stabilizacje. Nie zrobiły tego. A nawet gdyby rzeczywiście mogłyby to zrobić: po pierwsze nie chciałabym tego, po drugie: czy spokój i stabilizacja to coś tak wspaniałego żeby zatracać dla nich siebie?
Gdzie ja jestem?
Kim jestem?
Zaczynam się bać, że nigdzie i nikim.

wtorek, 20 maja 2014

miłego wtorku

Życie jest piękne i nikt mi nie wmówi, że jest inaczej.
Chociaż czasem jest ciężko a nawet jeszcze ciężej- całość wygląda bardzo dobrze i promiennie.
Dobrze jest móc się budzić każdego ranka (a co, nawet o 6stej rano!) i mieć możliwość wyjścia na dwór, zaczerpnięcia świeżego powietrza, posłuchania śpiewu ptaków, które się przed nami chowają (niestety dla nas, ale nie dziwota!)
Życie Panie. To to czego mi trzeba. I nam wszystkim.
Miłego wtorku!

niedziela, 18 maja 2014

Nie dla psa kiełbasa.

Niektórzy mają nasrane w głowach.
Wmawiają sobie, że dostali obietnice (które tymczasem nigdy nie padły) i kurczowo trzymają się tych swoich malutkich, klejących założeń.
Wymagają później od Źródeł rzekomych obietnic dotrzymania ich i trzymania się warunków, które nigdy nie zostały przedstawione i zaakceptowane przez rzekome Źródło, które zazwyczaj do późnego etapu nie ma pojęcia, że druga strona w ogóle czegoś od niego oczekuje i już od jakiegoś czasu żyje w przekonaniu, że to oczekiwanie zostanie spełnione.
 Przy kontakcie z rzeczywistością i uświadomieniu sobie, że wszystko od początku do końca było owocem ich chorej wyobraźni- zamiast przeprosić i schować ogon pod siebie na domiar złego wojują i bywają wredni.
Boję się ludzi, którzy zachowują się roszczeniowo w stosunku do innych, szczególnie do swoich Źródełek. Wymagają, obrażają się, żądają, gnębią, nie dają spokoju. Są gorsi niż kawałek gówna przyczepiony do psiego tyłka.
Czemu tyle osób traktuje mnie jako swoje Źródełko? Dajcie mi wszyscy święty spokój.
Żyję sobie, spokojnie. Chodzę- bo mam dwie zdrowe nogi, śmieję się- bo mam pełne uzębienie i wrodzone poczucie humoru, zerkam- bo mam oczy i dodatkowo umiejętność PATRZENIA (skądinąd rzadkość dzisiaj).
Jestem i będę jak długo mi się uda, lubię ludzi ale zaczynam mieć dość tych, którzy CZEGOŚ ode mnie chcą.
Mam w sobie miłość, ale nie dla wszystkich.






sobota, 26 kwietnia 2014

Co z tym ciałem?!

Chciałabym nauczyć się spoglądać na ludzi bez poświęcania uwagi na ich cechy fizyczne.
Jednocześnie, chciałabym żeby odwzajemnili mi się tym samym.
To skąd praca modelki?- ktoś zapyta. Ano stąd, żeby raz a dobrze pozbyć się kompleksów kiedy jestem oceniana przez pryzmat mojej fizyczności, całkowicie się od tego odcinam. W chwili oceny nie ma mnie na miejscu, zostawiam ciało, na którym mało mi zależy a myślami odpływam. Rozczłonkowuję te dwie instytucję.

Chciałabym być na tyle ponad tym, żeby interesować się czyimś charakterem, mądrością i nie skażać tych informacji podstawowymi danymi o wyglądzie tej osoby.
Zdaję sobie sprawę, że chociażby biologia karze nam się na tym koncentrować- oceniamy czy dany osobnik jest silny, wytrwały, chorowity, czy jest dla nas zagrożeniem, czy chcemy mieć z nim potomstwo (itd.) ale mamy przecież XXI wiek, jakoby wolno nam wybierać i na siłę chcemy z całej tej biologii się obdzierać! (czy słusznie czy nie, o tym później.)
Ocenianie kogoś na podstawie wyglądu, przypinanie mu łatek- nigdy nie jest czymś pozytywnym. Nawet, jeżeli uznamy kogoś za pięknego i zgrabnego. To jest już dla nas kawałek mięsa, który a i owszem- ma (może) jakieś dodatkowe cechy w postaci: humoru, umiejętności logicznego myślenia, niezwykłej empatii, ale to już zawsze zostanie kawałek pięknego ciała z dodatkowym bonusem w postaci charakteru.
Marzę o całkowitym porzuceniu fizyczności i możliwości pójścia dalej, do przodu. Brzmi jakbym  marzyła o śmierci. Otóż nie, wręcz przeciwnie. Marzy mi się pełna wiadomość, koncentracja, celowanie w głębie zamiast w ramę obrazu.
Prawdziwa wartość obrazu nie kryje się ani na płótnie, ani na ramie (a my zazwyczaj zostajemy na ramie), tylko za farbą, między ruchami pędzla, które często w dziele końcowym są niezauważalne. Nad obrazem trzeba pomedytować. Trzeba ściągnąć oczami wyobraźni kolory, płaszczyzny, należy przebić się przez popisowe zawijasy, światła i cienie.
Dopiero zdjęcie całej tej tapety pozwala dojść do sedna. Czasami go nie ma, ale bywa, że za barokowym malunkiem odnajdziemy najprawdziwszą myśl renesansu i oczywiście- vice versa.

Ja, wychowana w kulturze obrazu, w kulturze kultu ciała oraz zarazem braku sumienia w potępieniu i ocenianiu czyjegoś (także swojego)  ciała- mam z tym niezwykłe problemy. Z zapomnieniem- że ciało to ciało. Oceniam je wyżej w swojej hierarchii niż bym sobie tego życzyła. Nie wiem czy jestem w stanie nauczyć się bycia "ponad tym", ale staram się. Wchodzę w głąb żeby pozostawić to wszystko za sobą.

Zdjęcie stare i chyba już tutaj było, ale chciałam wrzucić Wam coś pozytywnego. No i lato idzie! (chociaż taka wiosna może zostać jak najdłużej)


sobota, 19 kwietnia 2014

Wesołego jaja 1

Święta wyglądają teraz zupełnie inaczej niż za czasów mojego dzieciństwa. Przynajmniej moje wspomnienia podpowiadają mi co innego. Nie wiem czy lepiej, czy gorzej, po prostu inaczej. Mamy tendencje do gloryfikowania przeszłości, szczególnie lat szczenięcych i nic w tym dziwnego. Żadnych trosk, zabawa, poznawanie tak wielkiego i niesamowitego świata, bieganie i chełpienie się zdartym kolanem, które teraz byłoby pretekstem do odwiedzenia lekarza. Święta także miały być po prostu przyjemne, pełne zabawy, psot i pysznych ciast. Teraz wiążą się raczej z podliczaniem wydatków, planowaniem, którego dnia co się zrobi (mycie okien, pucowanie podług, odwiedzenie czterech sklepów i to siedem razy, przygotowanie ryb, mięsa, pomalowanie jajek, ewentualnie dojechanie w gości i/lub przyjęcie takowych, może jakieś prezenty?) więcej myślenia i to raczej nie o sprawach, które mają zbawić świat. Właściwie- samo myślenie.
Ale jak już się zasiądzie do tego cholernego, wymalowanego jaja, które kosztowalo 45 groszy, pomalowanie go zajęło nam 4minuty (a to wszystko razy milion) to w końcu znowu możemy poczuć się jak dziecko. Na to poczucie mamy dużo mniej czasu, bo najzwyczajniej przeleciał nam między palcami na przygotowanie tego wszystkiego (czy było warto? Mam nadzieję, że tak!), ale jednak chwilka się znajdzie. I może właśnie bardziej ją docenimy ? Chociaż z drugiej strony- nie każdy dorosły potrafi nadal czuć się dzieckiem. To sztuka, a wielu z nas po drodze zgubiło umiejętność czarowania i czerpania z magii radości.
Życzę Wam wiele uśmiechu i śmiechu. Odnajdźcie w sobie pierwiastek dziecka, jeżeli go zgubiliście, a jeżeli nadal w Was jest- pielęgnujcie go.. za wszelką cenę!

Świąteczna relama Lidla. Pojawiam się w okolicach sekundy 18stej:
https://www.youtube.com/watch?v=vEFXHoVycEs

piątek, 18 kwietnia 2014

niewaleczni my i oni

Pokolenie nieuczadnikow, pokolenie osob wracajacych do domu,ludzi po studiach z masa dyplomow, tytulow naukowych. To niestety mowa o moim pokoleniu. Rzeczywiscie, obserwujac moich rowienikow dochodze do smutnego wniosku, ze wiele w tym prawdy.karmiono nas obietnicami naszego rychlego sukcesu, kazano skupiac sie na sobie - chodowano mniejszych i wiekszych egoistow przyzwyczajonych do tego, ze wszystko sie im nalezy. Tym czasem, zderzenie z brutalnoscia dnia codziennego potrfi zabolec. Nie ma pracy o jakiej marzylismy i nie za pieniadze jakich oczekiwalismy. Czujemy, ze zasluzylismy na wiecej. Wolimy nie robic nic niz mecyc sie i babrac z rzeczami, ktore sa ponizej naszych teortycznych kompetencji. Wolimy wrocic do domu i czekac. Na cos lepszego. Tym czasem inni biora to czym my wzgardzilismy i na tym trenuja, wyrataja, walcza, staja sie silniejsi. Dostac za duzo, za darmo to tez nie jet dobre wyjscie. Uczy roszczeniowego podejscia do zycia. Brania bez dawania. Celowo raz uzywam sformuowania "my" poniewaz chcac nie chcac przynaleze do tego pokolenia, a raz "oni" poniewaz staram sie nie byc bierna, chce zawalczyc o siebie. I z pewnoscia nie zamierzam wracac do domu. Jestem dorosla i zamierzam sama sie karmic. Za wlane pieniadze.

wtorek, 15 kwietnia 2014

Życie.

Najcenniejszy prezent jaki możemy dać i zarazem otrzymać- dar narodzin, życie.
Wiosną takie proste rzeczy mocniej do mnie docierają, kiedy dookoła zielono, pięknie i naturalnie. świat się budzi a wraz z nim- rozum.

Polecam konkursy- https://www.facebook.com/bilety24?ref=hl

czwartek, 10 kwietnia 2014

Piękno dookoła

Pogoda za oknem sprawia, że na nowo chce mi się żyć.
Mimo zmęczenia (wymęczenia...) zaczęłam ten dzień z przytupem i nie wyobrażam sobie co by się musiało stać żeby mój humor się pogorszył :)
W przyszłym tygodniu czeka nas przeprowadzka do Dziadka, której wyczekuję i wiem, że sporo zmieni w naszych życiach. Oby na + dla całej ferajny :D
Weekend spędzam na wsi z moim Chłopcem. Będziemy celebrować życie.

Przy okazji, zachęcam Was do odwiedzenia strony:
https://www.facebook.com/bilety24
w najnowszej notce w konkursie do wygrania aż trzy wejściówki na koncert L.A.S. wystarczy polubić stronę :)

Miłego dnia!

wtorek, 8 kwietnia 2014

Ewa Słoń.

Najnowszy teledysk Słonia, w którym miałam przyjemność wystąpić:
https://www.youtube.com/watch?v=RwLOxer5XO8
Oczywiście jestem tą czarną, a jakże.

Przy okazji, polecam polubienie strony:
https://www.facebook.com/bilety24
Masa konkursów, aktualnie rozdają wejściówki na koncert Dirty Loops i Poluzjanci, warto :P

 

Łyk kultury

Kochani,
Czym byłoby życie bez Kultury?
Właśnie- niczym.
Zachęcam Was do polubienia strony Bilety24 na facebooku:
https://www.facebook.com/bilety24?fref=ts
Co tam znajdziecie? Mnóstwo ciekawych informacji o wydarzeniach, które dzieją się w całej Polsce, a co najlepsze- konkursy, gdzie do wygrania są bilety (całkowicie za darmo).
Czemu sobie odmawiać?

https://www.facebook.com/bilety24?fref=ts

poniedziałek, 24 marca 2014

Dupa.

Jestem w Trójmieście, jeżeli Ktoś ma chęć na zabawę ze mną to bardzo proszę- o dostosowanie się pod mój plan, nie na odwrót. Dość mam już psioczenia, że jestem a nie chcę gdzieś dojechać. 
Przyjechałam ponad 300 km żeby się tutaj dostać i wolałabym żeby zostało to uszanowane. Nie mam sił biegać i latać po całym Trójmieście żeby napić się z kimś przysłowiowego piwa. Chętnie- ale to Ty do mnie dojedź, ja jestem zmęczona. Umówmy się bliżej mojego miejsca zatrzymania a nie pod Twoim domem. Wydawało mi się, że to oczywiste, jednak okazuje się, że nie do końca.
Nie to nie. Ja jestem i mam chęć na zabawę. Ale mam psa i nie mam sił. Rachunek raczej prosty, prawda?


sobota, 22 marca 2014

Ewunia dupunia.

Aronio, Ty Ironio !
Z dużą przyjemnością sięgam ostatnio po białe wino. Tak jak w zeszłym roku praktycznie w ogóle nie piłam, tak w tym mogłabym nie robić nic innego!
Rok 2013 był niezwykle owocnym dla mnie rokiem ze względu na pracę, rozwój osobisty, fajne znajomości, dbanie o siebie i wiele innych, zaś 2014 zapowiada się pod każdym z ww. względów rokiem conjamniej średnim, żeby nie napisać straconym :D
Z drugiej strony co stracone, tego nie ma, więc nie jest tak źle!
Dziewczyno, weź się za siebie, bo obrastasz kurzem!!
foto Akpa, Warszawa


czwartek, 20 marca 2014

od jutra.

Od jutra postanawiam żyć.
Przestać się opychać i pękać w szwach.

Zakładam ciężkie, granatowo czarne cienie na powieki i wychodzę z Buką aka Bogdanem do Parku Sołackiego.
Biorę kawałek chleba i idziemy karmić gołębie.
Miłego dnia.


środa, 19 marca 2014

nie chcę i nie muszę.

Czasami mam ochotę być i bywać.
Zdarza się, że nie chcę widzieć nikogo spoza grona moich najbliższych przyjaciół.
Obecnie chcę spędzać czas tylko ze sobą. Chociaż i to dla mnie za wiele.
Jest mi za tłoczno nawet kiedy jedynym moim towarzystwem jestem ja. Skoro nie mogę wytrzymać natłoku osób, kiedy mam do czynienia tylko ze sobą, to jakim cudem miałabym zdzierżyć jeszcze kogoś?
Muszę odpocząć od świata.
Chociaż mam wrażenie, że długo już od niego odpoczywam.
Może w samotności czuję się najbardziej komfortowo?
Lubię ludzi, czuję się wśród nich bezpiecznie, ale póki co lubię ich kiedy są na odległość 50metrów. Chcę ich widzieć, jak migają wokół mnie, przeplatają się ze sobą, ale nie chcę z nimi rozmawiać, uśmiechać się do nich, kiwać głową udając zainteresowanie ich monologami (bo na dialogi obecnie mnie nie stać).
Nawet pod czas spaceru z Buką, kiedy zagaduje mnie inny właściciel psów- zwyczajne pogawędki- czuję złość i zdenerwowanie. Wczoraj sąsiad coś ode mnie chciał- zerkałam nerwowo na boki i modliłm się do Boga żeby jak najszybciej dał mi spokój. Ku mojej rozpaczy- zdawał się nie zauważać moich sygnałów pt. "DAJ MI SPOKÓJ!!" i cały czas przeciągał rozmowę na siłę. Ależ mnie to denerwowało!
Czy muszę wrócić do ludzi?
Nie wiem, wiem, że nie chcę i narazie nie wracam. Chociaż jeszcze do weekendu daję sobie czas.
SOBIE.



.

Mnogość możliwości, wyborów doprowadziła do tego, że jestem wiecznie niezadowolona z tego co mam, chcę więcej, lepiej, żyję w przeświadczeniu, że marnuję czas bo powinnam być gdzie indziej i z kim innym. Jednocześnie, kiedy tylko znajduję się w tym innym miejscu z tymi innymi osobami uczucie to na nowo wraca i karze mi cierpieć i szukać nowych form, które teoretycznie miałyby mnie już na pewno uszczęśliwić. W praktyce jest jednak tak, że wcale mnie nie uszczęśliwiają. Wręcz przeciwnie. Dowiaduję się, że znowu jest źle, że znowu przyszło mi odczuwać niedosyt i niezadowolenie. Nie tylko z moich wyborów ale przede wszystkim z samej siebie. Czuję wieczny głód, którego nie jest w stanie zaspokoić najlepsza i największa czekolada. Mogę co najwyżej chwilowo się przejść i zwymiotować. Ale wtedy trzeba rozmasować brzuch i na nowo szukać czegoś co mnie wypełni aż po same brzegi.
Za dużo wszystkiego, za często słyszę zapewnianie o mojej wspaniałości, wyjątkowości. Doprowadziło to do tego, że mam nasrne w głowie i uważam siebie za Bóg wie kogo. Z drugiej strony, gdzieś pod przykrywką tych pozorów kryję się wiecznie niezadowolona z siebie, zakompleksiona mała osóbka, które pragnie tylko tego, żeby nikt nic od niej nie wymagał, nie oceniał jej i dał jej najzwyczajniej w świecie spokój. Moją słabą, delikatną i samotną stronę zakrywam wiecznie uśmiechniętą twarzą z mocno wymalowanymi oczami. Ileż to razy słyszałam: "jak ty to robisz, że całyyyy czas się uśmiechasz?!", "ZAWSZE jesteś taka wesoła!", "czy ty nigdy nie masz problemów?! Podziwiam i zazdroszczę!!". Otóż mam, ja jestem moim problemem, jednym, wielkim problemo- żartem. A uśmiecham się bo tak jest łatwiej, nikt nie pyta 'co sie stało?? ojeeejeejejejej'. Gówno. Nic się nie stało. Mam nasrne w głowie, to się stało.

zdjęcie z backstaga. teledysk Słonia i PiH


wtorek, 18 marca 2014

:)

Ostatni tydzień przyniósł mojej rodzinie wiele smutków i trosk. Ale po to właśnie siebie mamy żeby się wspierać w ciężkich chwilach i po prostu przy sobie być.
Dobrze jest być zwierzęciem stadnym, które ma u kogo ukoić swoje bóle i zabić lęki. Dobrze jest mieć stado. Moje jest nad wyraz cudowne. Mądre, szlachetne, dobre i piękne.
Jestem dumna z możliwości bycia rozumnym człowiekiem. Perspektywy jakie daje mi mózg, umiejętność logicznego myślenia, kreacji- są najcenniejszym co mogłam dostać. Pieniądze w obliczu umiejętności myślenia są niczym. Dwie zdrowe ręce i nogi to dar, za który dziękuję Siłą Wyższym każdego dnia, kiedy dostaję możliwość otwarcia na nowo oczu.
Kocham życie i w pełni akceptuję moje porażki i przykrości jakie czasami stają na mojej drodze. Nie ma możliwości przejścia życia bez smutków- są wpisane w nasze codzienne dni, te mniejsze jak i te większe. Smutek jest naturalny, wypieranie go nigdy nie prowadzi do niczego dobrego.
I w końcu- tylko akceptując i umiejąc się smucić z godnością, będziemy umieli przyjmować prawdziwe szczęście i po prostu się cieszyć.
Mam najwspanialszą rodzinę na świecie i w bonusie dostałam także wspaniałych przyjaciół.
Doprawdy, zaczynam być przekonana, że jestem wyjątkową osobą, która napotyka na swojej drodze drogocenne dary.
:)

wtorek, 4 marca 2014

Było i poszło.

Znacie to uczucie, kiedy czujecie się obco we własnym ciele, nie rozpoznajecie swojego odbicia w lustrze, słowem.. Nie wiecie kim jesteście?

Pogubiłam się w tym wszystkim.
Nie wiem już po co cały ten zamęt, jaki jest w nim sens. Jedyne co wiem, to to, że się kręci, że wiruje, że wypada z własnej orbity...
Kilka dni temu, zgubiłam się późną porą z Tomkiem na drodze. Właściwie lepszym określeniem będzie 'zagubiłam się'.
 Na początku chcieliśmy skręcić jak najszybciej i trafić na drogę powrotną do domu. Ale szybko zrozumieliśmy, że tak miało być.
Jechaliśmy długo przed siebie, niewiele się odzywając, a mimo wszystko byliśmy zadowoleni i wolni jak... nie pamiętam kiedy ostatnio.
Jedyną rzeczą, którą miałam wówczas w głowie (oprócz błogiego spokoju) było malutkie, maleńskie pytanie: PO CO JA TO WSZYSTKO ROBIĘ?
Przecież to nie jestem ja.
Nie chcę zabiegać o hiper wysokie wynagrodzenie. Nie chcę nosić modnych, drogich garsonek. Nie chcę bywać na eventach dla vipów. Nie chcę używać kosmetyków Diora.
Chcę być od tego wszystkiego wolna. Chcę się uśmiechać. Biegać boso po trawie. Spędzać czas w otoczeniu zwierząt. Jeść jabłka prosto z drzewa.
Nie są to rzeczy, o których 'tylko słyszałam' i marzę o nich bo są mi nieznane.
Wychowałam się tak. Znam to i tym mocniej cierpię, że obecnie tak nie żyję.
Bo to BYŁO życie. A teraz już NIE JEST.
Chcę wrócić do tego co miałam a co odeszło.


poniedziałek, 3 marca 2014

Niezadowolenie na plus.

Mamy ogromny wybór: otaczają nas kolory, faktury, dźwięki, zapachy. Nie jesteśmy w stanie w tym całym ogromie zdecydować. O to właśnie chodzi. 
Mamy się wahać, czuć niedosyt, zastanawiać się, czy aby na pewno wybraliśmy dobrze (przecież na półce były jeszcze cztery produkty, nad którymi się zastanawialiśmy! trzeba było decydować się jednak na coś innego, bo TO TO nie spełnia w 100% naszych zapotrzebowań, a TYLKO w 94%!, trzeba następnym razem wybrać coś INNEGO!) i tak w kółko i w kółko... 
I właśnie o to chodzi! Mamy czuć niedosyt! Mamy sięgać po inne produkty (najlepiej tej samej marki, tylko tzw. UDOSKONALONE, NOWE, Z LEPSZĄ RECEPTURĄ SPECJALNIE DLA CIEBIE!) Nie możemy przestać kupować.
 Mamy jeść jak świnie, wszystko co znajduję się w zasięgu naszego wzroku. Wydaje nam się, że mamy wybór- na etykiecie rozpisano dla nas skład produktów. Ale to także po to, żebyśmy bardziej się wahali. Porównywali etykiety. Mnogość wyborów ma doprowadzić do naszego wiecznego niezadowolenia i poszukiwania 'idealności' aż do zasranej śmierci.. Co oczywiście jest niemożliwym, a nawet gdyby było- producenci nie dopuszczą do tego, żeby taka rzecz pojawiła się na rynku. Będą wokół niej krążyli, obiecywali, że właśnie trzymamy ją w dłoniach, ale nie pozwolą żebyśmy przestali być niezadowoleni. Bo klient niezadowolony to najlepszy klient. 


niedziela, 9 lutego 2014

Żyję i mam się dobrze.

Nie było mnie tu od bardzo, bardzo dawna. Wiele się działo, to chyba najlepsze wytłumaczenie.
Żyję i mam się dobrze. W moim życiu obecnie jest jeden, ale za to WIELKI problem. Tomek hen daleko. Ale czuję, że to już niedługo się skończy. Poznań wzywa mojego Chłopca i wyciąga po niego łapska. Och, chwyćże go już raz a dobrze i przynieś do mnie bo czekam :<

Udało mi się przenieść na tryb indywidualny jeżeli chodzi o studia. Jak Bóg da- będę w przyszłym roku podwójną Panią magister. A właściwie już dał, teraz wszystko zależy ode mnie- obym to ja (sobie) dała :D

Jestem na bardzo fajnym stażu, który- mam nadzieję, rozwinie się w stałą, pełnoetatową pracę.

Na polu modelingowo- fotomodelingowo także sporo się dzieje. Narzekanie byłoby z mojej strony zbytnią i nieszczerą skromnością.

No i za oknem WIOSNA.


Znajoma poprosiła mnie żebym napisała jej co uważam o blogerach dziennikarzach. Potrzebowała tego do jakiejś pracy zaliczeniowej na studiach. Notka skreślona na szybko, liczę, że podda ją odpowiedniej edycji.
To co napisałam, ale niekoniecznie w 100% tak myślę (zależnie od dnia i godziny, wiadomo)

Żyjemy w czasach kiedy każdy może robić wszystko- a przynajmniej tak uważa większość z nas. Posiadanie telefonu z dobrym aparatem fotograficznym zdaniem wielu daje prawo do mianowanie siebie określeniem ‘fotograf’ przez co prawdziwi znawcy i pasjonaci dostają szewskiej pasji, ponieważ ich zawód przestał być powszechnie szanowany, zaś nazwa ‘fotograf’ zaczęła być nacechowana wydźwiękiem pejoratywnym. Nastały także czasy ekshibicjonizmu totalnego- pokazujemy innym co jemy, w co się ubieramy, w co się nie ubieramy i opowiadamy na forach o swoich najskrytszych fantazjach. Mamy potrzebę mówienia o sobie, przypominania o swoim istnieniu nawet za cenę zdradzania swoich sekretów, a także- sekretów osób z naszego najbliższego otoczenia. To doskonałe warunki na rozwój blogosfery. Nowe blogi powstają każdego dnia, każdej godziny, minuty- także w Polsce. Piszemy na nich o wszystkim. Przeważnie, blogi i ich treści pozostawiają wiele do życzenia. Ale wśród całego tego chłamu można od czasu do czasu znaleźć prawdziwą blogową perełkę, wypełnioną mądrymi przemyśleniami, które na dodatek są utrzymane w przynajmniej poprawnej stylistyce i formie. Ale czy właściciel takiego wybitnego bloga ma prawo mianować siebie dziennikarzem? Dziennikarz musi pisać, mówić, myśleć, ale za tym sformułowaniem kryje się także wiedza, praktyka. Dziennikarz to zawód. Jeżeli chodzę na boks, nie znaczy, że jestem bokserem. Do tego trzeba lat ćwiczeń, poznania tajników owego zawodu, wdrożenia. Pisanie bloga to dobry start, ale to tylko start. Jeżeli ktoś spełnia się w takiej kreacji i odczuwa niedosyt- niech zgłębia i poznaje temat. Ale niech nie skupia się tylko na sobie i na swoim pisaniu. Dziennikarz musi poznawać świat, prace innych pisarzy, musi być na bieżąco. Bez tego będzie tylko skupionym na sobie piśmienniakiem. Dobry pisarz amator brzmi lepiej niż dziennikarz blogowy. Nie rzucajmy niepotrzebnie tytułami, na które nie zasługujemy. A jeżeli chcemy się przedstawić jako…- zasłużmy na to. Jest tylu ‘artystów’ malarzy, którzy nie mają pojęcia, że czarny to nie kolor. Czy to nie wstyd? Odpowiedź pozostawiam Wam.

Zdjęcie z backstagu do teledysku, w którym brałam udział. Zapowiada się ciekawe cacko:)




piątek, 27 grudnia 2013

Dropped like a bitch

Święta to bardzo intensywny czas- także dla tych, którym jakimś cudem dało się uniknąć świętowania.
Nawet jeżeli nie spędzamy ich w gronie rodziny, nie przygotowujemy tuzina potraw i na miesiąc wcześniej nie planujemy listy prezentów- wszech otaczający zgiełk i harmider mogą doprowadzić nas do szewskiej pasji.

Wszyscy dookoła się cieszą, na coś czekają, opowiadają o bigosach, ręcznie robionych pierogach i dywagują nad tym, który papier do pakowania podarków wybrać- z zielonymi czy żółtymi gwiazdkami ? Niektórych to bawi, innych wkurza ( u mnie reakcja jest zależna od dnia i od godziny), ale nieważne jakie mamy stanowisko dotyczące przedświątecznego szaleństwa- nie możemy uniknąć całego tego sajgonu.

Mimo, że nie pochodzę z rodziny wierzącej, święta jako takie były u nas w domu co roku obchodzone. Jako dziecię wypatrywałam z bratem pierwszej gwiazdki, która była pretekstem do otrzymania przesyłki od mikołaja (ten nie mógł zostać dłużej, więc przekazywał prezenty dla nas przez ręce rodziców i jakimś cudem prawie nigdy go nie spotkaliśmy bo przychodził akurat jak się kąpaliśmy czy zagapiliśmy w bajkę o bałwankach), na stole nigdy nie gościło dwanaście potraw, ale kilka- na pewno. Banany, mandarynki, czekolada z orzechami, rafaello- owe przysmaki pojawiały się swego czasu w polskim menu jedynie w okresie wigilii. Ależ to była uciecha !

Teraz święta zmieniły nieco swój charakter w moim domu- każdy spędza je jak chce i z kim chce. Są dla nas doskonałym czasem na odpoczynek i zresetowanie potarganego życia i czupryn.
Przybyło nam kilkoro członków rodziny- Tomeczek, Ola, także przyjaciele. Chcemy dzielić ten radosny czas także z nimi.

Święta nie są już dla mnie jedynie oczekiwaniem na prezenty. To czas, który mogę spędzić z bliskimi, nie wychodząc przez kilka dni z piżamy i nie przestając pić wina, nawet tego taniego. Rozmowy, plotki, wygłupy, kłótnie- mniejsze, większe, pijackie gaworzenia.
Tegoroczne święta minęły mi bardzo sympatycznie i w ich okresie spotkałam się z większością ważnych dla mnie osób- nie ze wszystkimi! Niestety, ale nie wiem czy dałabym psychicznie i fizycznie radę!

Ten rok był dla mnie wyjątkowy z różnych względów. Jakich? Tutaj puszczę wodzę fantazji przy następnej, przedsylwesrowej notce.

Jestem w Sopocie u Tomeczka i zamierzam miło spędzić weekend!


Zdjęcia na potrzeby sesji do kalendarza Dropped like a bitch



poniedziałek, 9 grudnia 2013

Jestem Celebrytką.

Jestem Celebrytką.
Zajmuję się Celebrowaniem Życia.
Zbieram Wspomnienia.
Chwila, w której zacznę tracić moje Wspomnienia będzie chwilą kiedy zacznę umierać.

Mała zapowiedź sesji w cudownych wnętrzach Arthotelu Lalala!

Modelka: Ewa 
Wizaż/stylizacja/ fryzura: Agnieszka Jarosz Fu-ku

Foto: Linda Parys Photography Fu-Ku — z: Linda Parys, Ewa Dymek i Agnieszka Jarosz, w: Sopot.




czwartek, 5 grudnia 2013

Mikołaj nadchodzi, chowaj buty !

Tak, ŻYJĘ. I mam się o dziwo dobrze:)
Czasu brak, ale oto jestem ! Mam sporo przygotowanych postów i będę je systematycznie wrzucać.

Tymczasem, zupełnie nieprzygotowane, ale przemyślenie z chwili=przed=chwilą:

Gdybym była facetem, takim, który nie ma zamiaru swatać się w stały, zobowiązujący związek- jako partnerkę wybrałabym (WYBRAŁBYM ;p) sobie po pierwsze: kobietę po przejściach, czyli tzw. mocno nieudanym związku, która sama niechętnie myślałaby o stałym partnerze, a po drugie- kobietę z dzieckiem. Jako, że już dziecko by miała, nie aż tak natrętnie nakłaniałaby mnie na kolejne. A ja, kiedy tylko związek zacząłby mi ciążyć, MÓGŁBYM zostawić taką kobietę na pastwę losu bez wyrzutów sumienia pt.: a co z dzieckiem. Bo to przecież nie moje. I MÓGŁBYM sobie wmówić, że kobieta mniej przeżywa nasze rozstanie (zakładam, że tak czy owak burzliwe) bo ma dziecko, które służy jej pocieszeniem.
Od tak, brzydkie myśli.
A może i nie brzydkie?
Ps. strzeżcie się Mikołaja! gdzieś tam się czai.

Z sesji dla Dropped.Custom




niedziela, 24 listopada 2013

czwartek, 21 listopada 2013

Starość- też radość?

Że to niby wnętrze jest ważne, a zewnętrze jakoby nie.
A to ciekawe.
Dlaczego więc w naszym społeczeństwie bardzo zaniedbanym, pomijanym tematem jest starość?
Jesteśmy najszybciej starzejącym się społeczeństwem w Europie! Powinniśmy dbać o naszych dziadków, pradziadków, za jakiś czas- rodziców. Bo przecież żyjemy w tym społeczeństwie, to także nas czeka. To w jaki sposób my traktujemy starsze pokolenia warunkuje to, jak sami będziemy traktowani!
Człowiek starszy (teraz rodzi się pytanie- od kiedy można <i czy w ogóle można?> kogoś tak nazywać?) jest traktowany jako 'dziadek', 'babcia', 'staruszek' nie jako Michał, Konrad, Weronika. Bardzo często nie patrzymy na takie osoby przez pryzmat ich charakteru, ich zainteresowań, tylko zerkamy na nie przez pryzmat wieku. Nadajemy im pewne cechy (niestety, przeważnie negatywne) i szufladkujemy. Są to dla nas osoby powolne, nudne, gadające o rzeczach, które nas nie interesują (a powinny), których towarzystwo wydaje nam się nie atrakcyjne.
Poprzez fizyczność, oceniamy osoby starsze wiekiem gorzej niż te młodsze. Są dla młodzieży nieatrakcyjnym towarzystwem. Starość zaś ciągnie do młodości bo jej towarzystwo odejmuje lat, odświeża życie, spojrzenie na otaczający świat. Od kogo dziadek ma się dowiedzieć jak wygląda współczesność jak nie od ukochanego wnuka? Może przy okazji popsioczy, ponarzeka, ale jak nie psioczyć kiedy wszystko dookoła się zmienia, jest inne niż kiedy sami dorastaliśmy ?
Przykro mi kiedy widzę, słyszę, jak osoby w podeszłym wieku są traktowane. Właściwie nie jak ludzie. Staruszek to staruszek. Nikogo nie obchodzi jego pasja, jego marzenia, jego wspomnienia. Traktujemy osoby starsze po macoszemu, wszystkie wrzucamy do tego samego worka- stary to stary, na tym zaczyna się i kończy charakterystyka.
A przecież to taka sama osoba jak my! Także rozmyśla, także ma za sobą masę historii ( więcej niż młody człowiek), także cierpi i także się raduje.
UWAGA- starszy człowiek TEŻ myśli i czuje!
Nie patrzymy na osoby starsze jak na ludzi z zainteresowaniami, kojarzą nam się tylko z chorobą, ciepłą zupą pomidorową i kurtką w kolorze khaki.
Czy sami będziemy chcieli być tak postrzegani?
Czy chcemy być podsumowani jednym słowem- staruch ?
O pomijaniu seksualności osób starszych nie wspomnę. Raz, że zapominamy i nie wierzymy w to, że ona w ogóle istnieje, a dwa- jeżeli ktoś nam powie o tym wprost- żałujemy, że poznaliśmy taką informację.
Człowiek w podeszłym wieku, zdaniem większości nie powinien prowadzić aktywnego życia seksualnego, właściwie winien zapomnieć, że coś takiego jak seks istnieje. Ma tylko jeść, pierdzieć i najlepiej nic nie mówić.
I jak tu uwierzyć w to, że liczy się wnętrze?
Skoro zmarszczki, zwolniony chód i siwe włosy warunkują zdaniem ludu wartość człowieka?

Zdjęcia z castingu do reklamy, którego nie przeszłam, ale miło wspominam :)



środa, 20 listopada 2013

Życie jest nowelą.

Ludzie umierają,
A my- żyjący, musimy nauczyć się... z tym żyć.

A przy okazji:
Nie proś jeżeli nie umiesz podziękować.

Ps. Dostałam bardzo dużo. Od Kogo? Od Świata, od Boga, a może od innych Ludzi? Czy jest w tym jakaś moja zasługa? Może nie dostałam nic za darmo, może sama po to sięgnęłam, może zasłużyłam? Jeżeli to co mam jest chociaż w malutkiej części moją zasługą- to jestem niezła i dobrze sobie radzę :)






czwartek, 14 listopada 2013

Ekipa z Warszawy

Bardzo często dochodzą mnie głosy narzekania dotyczące naszej (polskiej) zaściankowości. Że to niby jesteśmy zacofani, mało rozwinięci i ogólnie daleko nam do Amerykanów- którzy są naszym wzorem i Panami. Są to słowa samego społeczeństwa, które jak widać- ma o sobie bardzo niskie mniemanie (co mnie boli, bo jestem dumna z bycia Polką, kocham Polskę i codziennie budzę się z uśmiechem na myśl, że wstaję na Polskiej Ziemi).
Próbujemy naśladować ich (Amerykan) tak w życiu realnym jak i mniej realnym (lub nierealnym w ogóle)-
w świecie mass mediów.
Kiedy tego nie robimy- jest źle i nam wstyd z powodu naszej małości i biedoty.
Kiedy to robimy- także nam wstyd, że wyszło paskudnie, tandetnie, słowem- fatalnie.

W odpowiedzi a głosy ludu, MTV wyprodukowało program naśladujący formą i treścią amerykański reality show- Ekipa z New Yersej, czyli- Ekipa z Warszawy.
Program jest przełomowy. Nie boję się napisać, że jako pierwszy program typu *stylizowany*na*amerykański*- osiągnął swój cel. Gdyby podłożyć zagraniczne głosy- widz nie byłby w stanie powiedzieć gdzie dzieje się akcja programu i z jaką narodowością ma do czynienia. Nasze kino jest mocno rozpoznawalne, już sama jakość nagłośnienia, ujęcia kamerą, biedne twarze udające bogate dają od razu do zrozumienia, że mamy przed sobą Polską produkcję.
Widać, że MTV nie skąpiło grosza na produkcję i wszystko jest zaplanowane od A do Z. Pomijając treść programu, dosyć obrazoburczą (nie wypowiadam się w tym miejscu czy to źle czy dobrze) pod względem technicznym, według mnie- jest to najlepsza tego typu adaptacja, która ukazała się na naszym rynku kiedykolwiek !
Ekipa z Warszawy to reality show opowiadające o grupce polskiej młodzieży, która poza uprawianiem seksu i imprezowaniem nie robi nic innego. Seks leje się na łamach ekranu telewizora, majtki latają w lewo, w prawo i do góry dnem przed oczami widza.
Chcieliśmy czegoś takiego.
A teraz jak mamy- to jak zwykle się wstydzimy.
Łatwo jest być biernym ( i wiernym) widzem, który żąda i narzeka. Weźmy odpowiedzialność za swoje słowa !
Dodatkowo, pragnę zauważyć, że skoro tylu ludzi jest przeciwna temu programowi to jakim cudem ma on tak wysoką oglądalność? Oglądając coś, nawet jeżeli nam się nie podoba (jak dla mnie to jak siedzenie godzinami nad swoją kupą- po co? nie lepiej wyjść z kibla i olać temat?) dajemy producentom zielone światło żeby dalej produkowali tego typu rzeczy. Czyli- nawet jak czegoś nie lubimy a oglądamy to napędzamy tę machinę i sami powodujemy, że tego typu programów będzie więcej! Jest popyt jest podaż. Producentów absolutnie nie obchodzi czy nam się program podoba czy nie, obchodzą ich tylko i wyłącznie słupki oglądalności.
Nie lubisz, nie oglądaj- taka reakcja w przypadku mediów jest najlepszym komunikatem skierowanym do mediów- nie chcę tego.
Oglądasz- krzyczysz po więcej. I dostaniesz. I znowu nie będzie ci się podobało, ale znowu będziesz oglądać żeby mieć na co psioczyć i czym gardzić.
Oj, bo my lubimy gardzić. I to bardzo.

A Ekipa z Warszawy niech się bawi.
Dużo seksu przed kamerą Wam życzę. Skoro lubicie.
Nie mordujecie, nie gwałcicie (wszyscy w końcu się zgadzają)- więc miłej zabawy.
Ja będę oglądała. Bo mnie bawi, bo wiem, że mam do czynienia z przełomem w polskiej telewizji.